Planowanie trasy

Trasa jest najważniejsza. To odległość, warunki pogodowe i infrastruktura decydują o tym, jakiego sprzętu będziemy potrzebować, na jakie zagrożenia musimy się przygotować i jaki będzie ostateczny budżet wyprawy.

Pierwotny plan zakładał przejście Andów na południu, w najniższym punkcie, i później podróżowanie wzdłuż zachodniego wybrzeża aż do samej Kolumbii. Pojawiły się jednak dwa problemy. Mniej istotnym problemem była… Nuda. Niewiele byśmy doświadczyli po drodze, za mało zróżnicowania terenu i za mało zakrętów. Ale pierwszy i najważniejszy, to pustynia Atakama i obszar, który nie jest do niej zaliczany, a który niewiele się różni od tego najbardziej suchego miejsca na Ziemi. Przy zakładanym tempie podróży, spędzilibyśmy prawie trzy miesiące idąc po prostej przez pustynie i półpustynie. Pojawiła się nawet wersja przejścia przez Amazonię. Po dłuższej debacie postanowiliśmy zupełnie zmienić trasę. Na chwilę zrezygnować z wybrzeża i oceanu, i przejść Andy w Boliwii, podróżując przez środek kontynentu.

Potem trzeba było zmodyfikować punkty trasy. Dzień po dniu, kilometr po kilometrze, przyglądałem się mapom politycznym, klimatycznym i topograficznym, przeglądałem zdjęcia satelitarne i szukałem miejsc, gdzie możemy trochę „pocisnąć” i takich, gdzie będzie można trochę odpocząć. Woda – jeziora, rzeki – były najważniejsze. Do gotowania, mycia się i odkładania na te dni, kiedy żadnych źródeł nie bedzie. Nie zawsze (a raczej rzadziej, niż częściej) będziemy mogli liczyć na gościnę. Musimy być samowystarczalni. Drugi czynnik, który braliśmy pod uwagę przy planowaniu trasy, to żeby od czasu do czasu odwiedzać większe miasta – dokupić brakujące rzeczy, naprawić, uzupełnić zapasy, skorzystać z Internetu. Odcinki mają od 24 do 40 kilometrów na dobę na płaskim terenie. W górach niektóre z nich mają nawet tylko 8 km. Wszystko po to, żeby się nie przeforsować i nie nabawić kontuzji.

Kolejnym krokiem było przygotowanie profilu wysokości na podstawie punktów trasy. Na wypadek, gdyby można było uniknąć niepotrzebnego wciągania gratów pod górki. I faktycznie, w trzech miejscach można to było zoptymalizować. Wystarczyło wybrać inną trasę, żeby zaoszczędzić łącznie jakieś trzy tysiące metrów w różnicy wysokości albo rozłożyć wspinanie się na większą odległość. Odległość wyszła ta sama.

Kiedy to wszystko było gotowe, należało na warsztat wziąć klimat. Chodziło tu przede wszystkim o to, żeby zabrać jak najmniej rzeczy, więc celem było wybranie takiego terminu startu, żeby jak najdłużej mieć zbliżone warunki pogodowe. Ostatecznie padło na luty (miejmy nadzieję 2018 roku). Dzięki temu, ruszając z Ushuaia w Ziemi Ognistej, przez kolejne dziewięć miesięcy będziemy mieć temperatury 6.5-16°C. Jeśli o czasie dotrzemy do Limy w Peru, przez kolejne miesiące będziemy podróżować przy 14.5°C-28.5°C. W Peru sprzedamy lub odeślemy część rzeczy, żeby w gorącym klimacie iść już na lekko. Prawdopodobnie wymienimy też namiot na hamaki z moskitierą.

Trzeba też pamiętać o zagrożeniach ze strony ludzi. Póki co na naszej trasie są dwa miejsca, w których jest stosunkowo niebezpiecznie. Jedno to okolice Medellín w Kolumbii. Nic szczególnego, ale nie powinniśmy rzucać się w oczy. Drugie miejsce, w którym dochodzi do porwań i działają grupy przestępcze związane głównie z narkobiznesem i kradzieżami luksusowych samochodów (przynajmniej to nam nie grozi) to przejście graniczne Yacuiba i region Salta w Argentynie. To przez ten niewielki obszar, jeśli wierzyć statystykom, przechodzi 90% narkotyków do niżej położonch państw Ameryki Południowej.

Całość trasy jest zapisana w pliku GPX. Do opracowania trasy posłużyło Google Maps, Google Earth Pro, edytor tekstowy, tabelka Excel oraz narzędzia z doskonałej strony http://www.gpsvisualizer.com. Efekty:

Trasa przez Amerykę Południową

Ostateczna wersja.

Profil wysokości

Profil wysokości, wystarczyło wgrać plik z GPX do GPS Visualizer.

Zamiast GPS będziemy mieć iPhone działający w systemie GPS/GLONASS z aplikacją Pocket Earth i mapami topograficznymi. Lżejsze, wygodniejsze i szybsze, niż jakikolwiek typowy GPS. Do tego dochodzi wodoszczelna obudowa. Dzięki zapisywaniu trasy w GPX możemy bez problemu synchronizować trasę i najważniejsze miejsca przez Dropbox. Stamtąd trafia to do Google Maps, Google Earth lub na telefon. Pocket Earth ma jeszcze opcję łączenia mapy z Wikipedią, więc jeśli będziemy mijać jakieś interesujące miejsca, pokaże się to na mapie razem z opisem. Na zwiedzanie też musimy mieć czas!

I jeszcze taka uwaga: do planowania pieszych tras pomiędzy miejscowościami lepiej korzystać z Google Maps dla samochodów. Wersja dla pieszych z jakiegoś powodu nie zachowuje „ciągłości” ulic i przez to pokazuje objazdy, którymi wcale nie trzeba się martwić.

3 odpowiedzi do artykułu “Planowanie trasy

  1. Ola

    A jak zamierzacie dbać o iPhonowa baterie, co jesli stracicie go w jakis sposob (nie mechaniczny ale tez nie niebezpieczny ;)) i czy brak internetu nie bedzie Wam bruzdzil w synchronizacji z Dropboxem?

    1. Robert Pogorzelski Autor

      Będziemy zabezpieczeni! Oczywiście nie przed stratą. Jeśli jakimś przykrym zbiegiem okoliczności ktoś postanowi pożyczyć telefon na dłużej, będzie trzeba kupić nowy. Ale wszystkie dane wraz z konfiguracją uda się odzyskać z chmury. Dostęp do Internetu (przynajmniej tak zakładam) będziemy mieli raz na tydzień, więc nadgonimy z synchronizacją, ale najważniejsze, czyli wszystkie punkty trasy i krytyczne miejsca, nie będą już się zmieniać. Co do baterii, mamy dwa panele słoneczne i dwa akumulatory od Powertraveller (zestaw Powermonkey Extreme). Panele będą przyczepione do plecaków przez cały dzień (a te będą jechać głównie na wózkach). Te same akumulatory mają też wyjścia 12V, co pozwala ładować całą masę innych urządzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *