Malaga

Wylądowaliśmy w środku nocy w Maladze. O tej porze nie kursują żadne autobusy (nawet nocne!), kawałek przeszliśmy wiaduktami, a po paru minutach Paulina złapała stopa. Podrzucił nas… Bardzo sympatyczny i uczynny Słowak. W ten sposób wylądowaliśmy w centrum. Tam trafiliśmy na kobietę, która zaproponowała nam nocleg, potem zapytała, czy chcemy coś zjeść, a jak potwierdziliśmy to zaczęła nas prowadzić do jakiegoś swojego ulubionego miejsca na hamburgera. Jak się po chwili okazało, za tę drobną przysługę mieliśmy zapłacić… Hamburgerem. Po paru chwilach spędzonych w kebabie, który przy okazji serwuje hamburgery i pizzę, grzecznie podziękowaliśmy i poszliśmy szukać dalej. I tak trafiliśmy na kolejnego kebaba, gdzie zjedliśmy pizzę, za to w towarzystwie lokalsów. Włóczyliśmy się przez noc, ucięliśmy krótką drzemkę i nad ranem ruszyliśmy pozwiedzać.

Centrum Malagi nad ranem

Centrum Malagi nad ranem

Malaga jakoś nam nie podeszła. Miejscami piękna architektura, ale miasto wydaje się zaniedbane a ludzie, z pewnymi wyjątkami, nie należą do najsympatyczniejszych. Jesteśmy zgodni co do tego, że w Lizbonie jest fajniejsza atmosfera. Jednak nie poddajemy się, może jeszcze Hiszpania nas miło zaskoczy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *