Woda na wyprawie

Wybierając się na wycieczkę często nie zastanawiamy się nad problemem związanym z brakiem wody. Po drodze zawsze są sklepy, a w wielu miejscach również krany z wodą pitną. Ale co jeżeli jedziemy w tropiki, gdzie woda nie jest zdatna do picia (poza butelkowaną) lub w odludne miejsce gdzie woda nie leci z kranu i trzeba ją nosić? Mam nadzieję, że ten artykuł przybliży możliwości zarówno przygotowywania wody do spożycia, jak i jej transportowania.

Uzdatnianie wody

Przy intensywnym wysiłku należy założyć, że każdy z nas potrzebuje średnio 6 litrów wody dziennie. Krótka kalkulacja dla naszej wyprawy: musimy mieć zawsze zapas wody na co najmniej trzy dni, co daje 36 litrów – dodatkowy bagaż w postaci prawie 20 kg na osobę. Trochę tego jest, dlatego tak istotne jest by korzystać z każdego napotkanego źródełka po odpowiednim oczyszczeniu…

Zanieczyszczenia wody są różne: mechaniczne (piasek, resztki roślin, owady), biologiczne (bakterie, wirusy), oraz chemiczne – występujące zazwyczaj na terenach zurbanizowanych. Najlepiej założyć, że każdą wodę trzeba będzie oczyścić (poza butelkowaną ze sklepów), łącznie z deszczówką, która może być zanieczyszczona chemicznie w pobliżu fabryk czy pól uprawnych. Najprościej ugotować, co najmniej 10 minut. Jednak pamiętajmy, że np. w wysokich górach woda wrze w niższej temperaturze, niż na nizinach, więc należy gotować ją dłużej. Na to wszystko potrzeba paliwa i więcej czasu. Przyjrzyjmy się innym metodom.

Odkażanie chlorem jest najdroższe, a woda smakuje… Chlorem. Wadą jest czas – odkażanie trwa około 30 minut. Podobnie z jodyną, tyle że ta nie zabije wszystkich ustrojstw w wodzie. Fakt, jest dużo tańsza. Warto ją mieć. Inna metoda to wykorzystanie światła UV. Lampa UV zamykana jest w obudowie w ten sposób, by przepływająca woda była wystawiona na działanie promieni UVC. Filtr ten zabija jednak tylko zanieczyszczenia biologiczne, zatem powinien być łączony z innymi metodami filtracji. Następnie filtry: ceramiczne, z włókna, węglowe… Wybór jest spory, różnica polega na wielkości oczka siatki, na której zatrzymują się zanieczyszczenia. Ich trwałość nie zależy od okresu ich używania, ale od ilości przefiltrowanej przez nich wody. Dlatego by nie czyścić ich co chwilę warto najpierw przefiltrować wodę przez większe oczka, np. przez kawałek bawełnianej szmatki. Niestety, ten typ tak ma, że się psuje. A druga sprawa, że żadne oczka nie są tak małe by zatrzymać wirusy…

Tabletki do dezynfekcji wody pitnej (chlorowanie). Najczęściej 1 tabletka wystarcza na litr wody. Z lewej: 100 tabletek, około 40 zł;  w środku: 320 tabletek, około 70 zł; z prawej: 60 tabletek, około 30 zł. Te i inne tabletki można znaleźć na stronie http://www.tropiker.pl.

Z lewej: filtr do wody metodą UV, koszt około 300 zł, więcej SteriPenów można znaleźć na stronie: http://www.tropiker.pl/; w środku: filtr membranowy; z prawej: filtr węglowy.

Dwie najbardziej znane i popularne marki produkujące filtry do wody – Sawyer i Katadyn. Z lewej: zestaw do filtrowania wody Sawyer; z prawej: wersja „light” zestawu do filtrowania Katadyn. Niestety koszty obu zestawów nieco ponad 400 zł.

No i wersja dla leniwych (coś dla mnie): filtry grawitacyjne. Wykorzystują one siłę ciążenia do filtrowania wody. Co wydaje się świetnym rozwiązaniem, po całym dniu marszu jeszcze pompować? Niektóre mają większy zbiornik, przez co możemy umieścić go wyżej na namiocie i zbierać wodę do bukłaka. Poniżej przykład znanej marki MSR oraz Katadyn.

Z lewej: filtr grawitacyjny MSR; z prawej: filtr grawitacyjny Katadyn.

Wersja dla tych co nie chcą zbędnego obciążenia: LifeStraw. Mała słomka z filtrem mechanicznym jest w sumie niedrogim rozwiązaniem. Bardzo praktycznym, bo można napić się z każdego zbiornika, a jego użycie jest banalnie proste. Istnieją różne rozwiązania z tą słomką, jak np. bidon czy większe, rodzinne zestawy. Poniżej wersja najprostsza, czyli sam filtr:

Słomka LifeStraw, koszt ok. 100 zł.

Bardzo fajne porównanie wad i zalet różnych metod oczyszczania wody można znaleźć na stronie: http://eurovipnet.9com.pl/filtry/porownanie_metod.

Rodzaje pojemników na wodę i materiałów, z których zostały wykonane.

Na rynku turystycznym jest ogromny wybór pojemników na wodę jak i materiałów użytych do ich produkcji.

Zaczynając od bukłaków czy toreb na wodę o różnej pojemności, z kranikami (5) lub bez, wykonanych z oldschoolowych skór (1), polipropylenu, cordury (3), nylonu czy innych materiałów odpornych na gorącą wodę i detergenty. Skóra na bukłaku może też służyć do ochładzania wody. Wystarczy polać wodą z zewnątrz (np. podczas zanurzania w strumyku) i będzie dłużej chłodna.

Z lewej: (1) skórzany, 2-litrowy bukłak na wodę Laken (taki nawet mamy☺);

z prawej: (2) klasyczny bukłak o pojemności 0.75l obity materiałem.

Ich zaletą jest ich wykonanie z miękkich materiałów i możliwość łatwego zwinięcia, przez co nie zajmują, po uprzednim złożeniu, zbyt wiele miejsca. Fajnie bo można je podwiesić w namiocie czy pić bezpośrednio z plecaka przy pomocy ustnika (5). Z reguły są też bardzo lekkie!

Z lewej: (3) torba na wodę typu dromader, 2l, cordura; w środku: (4) wojskowy, szwajcarski worek na wodę o pojemności do 20l; z prawej: (5) bukłak na wodę z wężykiem, 2l (wygodny, bo możną pić bezpośrednio z plecaka, jednak wężyk lubi się skręcać i zatykać).

Kolejne to pojemniki w formie butelki i bidony. Zakręcane, na klips czy inny rodzaj zamknięcia z uchwytem lub bez… Masa pojemności. Materiały to często odmiany plastiku (6) i poliwęglanu, przezroczyste, sztywne oraz kolorowe. Inne to stal nierdzewna, co oczywiście wiąże się z możliwością utrzymywania temperatury napoju (7). Do tej grupy zaliczają się kubki termiczne i termosy.

Z lewej: (6) Bidon z filtrem węglowy LifeStraw, 1l; z prawej: (7) Aluminiowy bidon, 1l.

Osobiście bardzo lubię te duże, plastikowe bidony (większe niż 0,7l) do codziennego użytku lub na wyprawy rowerowe. Łatwo z nich pić i uzupełniać wodą z kranu, o ile mamy pewność, że jest zdatna do picia!

Ostatnie to te największe. Czyli kanistry (11,12), wiadra(10) i miski (8,9). Te również mogą być z polipropylenu (11,12) lub materiałów typu nylon czy cordura(8,10).

Z lewej: (8) Miska z cordury, 10l; w środku: (9) flexi bowl – składana miska turystyczna z silikonu (może też służyć jako talerz); z prawej: (10) wiadro z cordury, 15l.

Z lewej: (11) Polipropylenowy kanister, 20l; z prawej: (12) składany kanister na wodę, 10l.

Zaletą jest oczywiście możliwość magazynowania i transportowania większej ilości wody, przy szczelnym zamknięciu lub bez niego (wiadra nylonowe czy miski z cordury). Często możliwe jest ich złożenie dzięki syntetycznej harmonijce (11). Ich pojemność przekracza 10 litrów co daje minimalny zapas wody pitnej, pomijając gotowanie i higienę, na 4 dni dla dwóch osób.

Tylko co wybrać? No i tu zaczyna się problem. Ja na pewno wybiorę co najmniej dwie rzeczy z tej listy, jednak te najlżejsze, najbardziej wytrzymałe i odporne na działanie słońca i uzdatniaczy. Mianowicie na pewno miska z cordury, bo lekka i wytrzymała (dobra do mycia naczyń, higieny osobistej czy mycia moich długich włosów) oraz proste, białe kanistry do przewożenia wody. Dodatkowo nie wyobrażam sobie nie zabrać ulubionego termo-kubka! A Wy?

Przechowywanie, transport wody oraz wybrane „gadżety”

Na krótką wyprawę zabrałabym jakiś bukłak, worek grawitacyjny i LifeStraw. Ale w przypadku tak długiego „wypadu” trzeba sprawę przemyśleć.

Jak już wspominałam, na pewno zabierzemy kanistry o pojemnościach 5 litrów, bo idealnie pasują do wózka. Do tego kubki termiczne (jeden na kawę a drugi na herbatę, mniej czyszczenia) i miskę z cordury. Dodatkowo bardzo chętnie zabrałabym ze sobą worek z cordury (z myślą o prysznicu), a tu wszystko zależy od możliwości finansowych.

Jeżeli chodzi o uzdatnianie wody to raczej wszystkie opcje wchodzą w grę. W zależności od potrzeb będziemy używać tej najmniej inwazyjnej. Jeżeli chodzi o wybór konkretnych to zdecydowanie jodyna i tabletki oraz jakiś ciekawy zestaw do filtracji, np. ten przedstawiony Sawyer, bo jego „końcówki” są uniwersalne do wielu pojemników. LifeStraw – to pewniak, już sprawdzony. Robert przez rok popijał z niego wodę w Arktyce i nic mu nie jest 😉

Niezbędna ilość wody na „osobodzień” w zależności od temperatury/ wysiłku/ innych czynników atmosferycznych

Często się zastanawiam, czy spożywam odpowiednią ilość płynów. Czasem ciężko to wyliczyć. Bo jak uwzględnić kawy, herbaty czy inne soki? Kawa wypłukuje wiele składników, sądzę jednak, że na wyprawie prościej będzie ją ograniczyć. Oszczędność przede wszystkim – duże zużycie gazu czy innego środka do ogrzania wody to trochę marnotractwo. A bez kawy da się żyć! Jednak warto wypijać min. 2l wody dziennie, a pozostałe napoje powinny stanowić nie więcej niż 1/3 wypijanych płynów.

Ok, wracając do tematu – dzienne spożycie wody, zwłaszcza podczas wysiłku. W grę wchodzi wiele czynników jak: intensywność wysiłku, długość jego trwania, warunki klimatyczne czy rodzaj podłoża. Przy wyższych temperaturach i wzmożonym wysiłku fizycznym nasz organizm zużywa więcej wody, także intensywniej się pocimy. Przy takiej trasie, jaką mamy pokonać, istotne jest by nie wystawiać się zbyt często na działanie promieni słonecznych. Tylko jak w takim klimacie? Rozwiązanie jest jedno – zakrywamy głowę by zapobiec przegrzaniu i pozostałe części ciała by nie tracić zbędnych mililitrów!

W Internecie można znaleźć masę artykułów na temat dziennego spożycia wody, jednak ja osobiście uważam, że trzeba pić po prostu tyle ile się potrzebuje, ale nie mniej niż względne minimum 2l dziennie. No i druga zasada – im więcej się pocisz, tym więcej pijesz. Póki wszystko jest OK to nie ma żadnych obaw, jednak nie lekceważmy żadnych objawów odwodnienia! Poniżej kilka przydatnych kalkulatorów dziennego minimum wody. Do względnej kalkulacji w zupełności wystarczy:

http://www.h4hinitiative.com/tools/hydration-calculator

Pod uwagę bierze wiek, wzrost, wagę, rodzaj aktywności, płeć i kraj. Możesz dodać swoje dzienne zużycie różnych napoi i sprawdzić czy to wystarcza! Dodatkowo przelicza napoje na ilość pochłoniętych kalorii. Przydatne!

http://www.camelbak.com/en/hydrated/hydration-calculator

Ten z kolei bierze pod uwagę te same czynniki jak wiek, płeć, wagę i wzrost, dodatkowo kolor moczu i intensywność pocenia, wykonywaną aktywność, czas jej trwania i intensywność, pogodę i temperaturę! Dzięki temu uzyskamy przybliżoną ilość niezbędnej wody. Można się tego nauczyć 😉

Co jeśli jednak się odwodnimy? A wcale nie jest to takie trudne. Wystarczą problemy żołądkowe lub inne zatrucie pokarmowe, a w takim klimacie po prostu jest to wynik pocenia się, gdy organizm potrzebuje się schłodzić. Samo odwodnienie to po prostu utrata wody i elektrolitów. Jakie są jego objawy? Każdy zna swój organizm na tyle iż potrafi ocenić że ma większe pragnienie, rzadziej oddaje mocz (jest ciemny i ma intensywny zapach), czuje suchość w buzi, nie ma apatytu, jest senny i zmęczony. To pierwsze objawy, potem jest już gorzej. Dochodzi do przyspieszenia akcji serca, nasza skóra jest mniej elastyczna, przestajemy się pocić. W takim wypadku należy stopniowo, małymi porcjami przyjmować wodę (lub niesłodzoną herbatę). Warto mieć ze sobą elektrolity, które są łatwo dostępne na rynku, np. w postaci saszetek do rozpuszczania. Ważne by w ich składzie produktów nawadniających znaleźć glukozę, roztwór chlorku sodu lub/i chlorku potasu. Takie preparaty można znaleźć w każdej aptece!

Przykłady elektrolitów w proszku firmy Floractin i Stoperan. Z prawej glukoza w proszku do przygotowywania roztworów.

Polecam tutaj artykuł Roberta http://robertpogorzelski.com/2014/09/electrolytes-and-hydration-easy-way.html.

Może możecie nam coś podpowiedzieć? Czekamy na sugestie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *